W głowie mam tysiące pomysłów, pisanie sprawia mi przyjemność, ale dlaczego tak trudno usiąść nad kartką albo przy laptopie? Ten blog powstał, abym właśnie mogła rozwijać moją pasję do pisania, ale także ćwiczenie się w tym. Niech żyje motywacja zewnętrzna!
Postanowiłam, że co miesiąc będę tutaj publikować opowiadanie albo fragment większej całości. Niech żyją tandetne romanse, fantastyka, smutni detektywi i kilka miniaturek z życia. Będzie to niezapomniane przygody.
Dlaczego potrzebujemy warsztatu pisarskiego?
Mimo największych chęci do opowiadania historii i rzeczy, brakuje mi często słów, polotu, dobrze dobranych postaci. Mam nadzieję, że takie krótkie opowiadania pomogą mi w lepszym formułowaniu myśli, nakreślaniu obrazów i zaostrzaniu rysów bohaterów.
Czy też podejmiesz wyzwanie na opowiadanie?
Zapraszam Was do tworzenia własnych treści i opowiadań. Nawet jeśli zaleje nas fala generowanych przez sztuczną inteligencje historii, pozostania nam opowiadać te historie przy ogniskach, w domach, gdy zabraknie na moment prądu. Jeśli ktoś chciałby się dołączyć, zapraszam do komentarzy.
O próbach pisania pisała w poradniku nie-pisania. Jak nie napisać książki. Poradnik dla frustratów
Pierwsza spisana przygoda Pana Jerzego.
PAN JERZY
Pana Jerzego można było zawsze spotkać na rogu Szewskiej i Wodnej w naszym mieście. Jego wysokie i potężne ciało siedziało na plastikowym krzesełku. Twarz mężczyzny, obleczona bliznami po ospie i kilkoma pamiątkami po bójce w wojsku, dla obcych i nieznajomych mogła wydać się groźna i nieustępliwa. Srogi wygląd potęgowała także długa, ruda broda. My, sąsiedzi i znajomi wiedzieliśmy, że jego serce zawsze było dobre. Nawet za szalonych młodzieńczych lat. Pod wpływem zmagań z życiem jego skorupa nieustępliwości i hardości się rozkruszyła. Szczególnie mógł to potwierdzić czarny kot, który w ciepłe, wiosenne dni rozkładał się na kolanach pana Jerzego. Zwierzę mruczało wtedy zadowolone przez nieskończone pieszczoty, które obdarzyły je wielkie dłonie mężczyzny.
Ludzie wynajmowali mocarza do różnych zadań. Na przykład jakieś zabijaki z innego miasta chciały wymusić od kwiaciarki drobny haracz i trzeba było łobuzów pogonić. Wykonywał także milsze zadania. A to kota trzeba było ściągnąć z drzewa. W czasie zagrożenia powodziowego jako wolontariusz nosił też worki z piaskiem na rzeczne wały. Gdy inni nosili po jeden lud dwa, on przenosił ze cztery.
Rozpoczęcie przygody
Tego poranka, gdy obserwował, jak chmury powoli przesuwają się na niebie i słuchał małego radyjka, podeszła do niego młoda, piękna dziewczyna. Może miała z dwadzieścia kilkw lat. Zdumiał się, bo nigdy jej tutaj nie widział.
-Dzień Dobry. Ludzie mówią, że pan pomaga tym, co potrzebują. – zaczęła powoli, a jej głos był bardzo dojrzały i spokojny. Pan Jerzy tylko skinął głową i uśmiechnął się, tak że widać było jego złoty kieł. – Mamy z mężem mały sklep i nie za dużo pieniędzy.
-Co łaska, szanownej córki. – Pan Jerzy z nagłością i gibkością wstał z krzesełka, a biedny kot spadł z jego kolan. Mężczyzna ukłonił się grzecznie i rzekł.- Jak tylko będę mógł pomóc.
-Jak wspaniale. – dziewczyna się rozpromieniła. – Czy pan czas dzisiaj wieczorem? Podam adres naszego sklepu, to całkiem nie daleko.
Z małej torebeczki wyciągnęła prostą wizytówkę. Napisany był tylko adres: Maria i Marek Kolwalscy. Księgarnia Nowa, ul. Rzemieślnicza 11 i podany numer.
-Podobno już nikt nie czyta papierowych książek, psze panienki. – zauważył pan Jerzy.
-To nie do końca prawda. My mamy takie specjalne. – uśmiechnęła się dziewczyna. – Jest pan wolny o dziesiątej?
-Tak, tak…
Pan Jerzy kilkakrotnie patrzył na wizytówkę. Cały dzień później dumał, przecież powinien zapytać się tej dziewczyny, co u licha ma to być. Zazwyczaj przyjmował zlecenia od ludzi, których znał i w pewnym stopniu ufał. Gdy zbliżała się dziesiąta, jak zwykle przed robotą, przeczesał swoją brodę czerwonym grzebyczkiem i umył twarz wodą. Do kieszeni włożył przezornie malutki nóż i gaz na niedźwiedzie.
W księgarni
Księgarnia znajdowała się w starej, rozwalającej się kamieniczce, której fundamenty na pewno pamiętały panowanie króla Jana Ślepego. Maria, stojąc przy drzwiach, machała mu z daleka.
-Dobry wieczór, pani Mario! – ukłonił się Pan Jerzy aż po pas.
-Dobry wieczór! Nie chciałam więcej opowiadać o sprawie, ale widzi Pan to sprawa bardzo delikatna i trochę dziwna. Mój mąż jest w środku.
Duże ciemne, pomieszczenie wypełnione było regałami, półkami, szafkami. Pod małym oknem stała długa lada, za którą krzątał się młody mężczyzna. Pan Jerzy wyczuł delikatny zapach wilgoci, starego papieru i palonego świec.
-Dobrze, że pan jest. – odezwał się ciepłym i głębokim głosem Marek. Pan Jerzy skądś znał tego chłopaka.
-Ta księgarnia nie wygląda na miejsce spotkań młodzieży. – zastanawiał się pan Jerzy, oglądając miejsca.
-To miejsce odziedziczyłam po mojej babci, która zbierała i wymieniała dawnymi księgami. Chcieliśmy trochę to skomercjalizować…
-Zaraz się zacznie. -zawołała Maria i pociągnęła Pana Jerzego w kierunku małych drzwiczek za ladą.
-Proszę posłuchać.
Za drzwiami coraz bardziej słychać było delikatny szelest. Dźwięk narastał i zmieniał się w jakby opętany śpiew.
-Na początku nie zaglądaliśmy do sklepu wieczorami. Jednak musiałem zostać, aby naprawić jeden z regałów. Gdy kończyłem już robotę, usłyszałem właśnie ten przerażający hałas ze składzika. To było kilka dni temu. Próbowaliśmy z Marią następnego dnia sprawdzić, ale jakaś siła trzymała mocno drzwi. Wczoraj zaś z jednych z ksiąg wyczytaliśmy, że to może być jeden z książkowych demonów, które ukrywają się na kartkach opowieści. Może by tak go pan otworzył te drzwi i go przestraszył?
-A wiecie, jaki to demon?
-Niestety żaden z opisów nie zawierał wydawanych odgłosów.
Pan Jerzy, mimo strachu w sercu, był odważnym człowiekiem. Delikatnie oparł się ucho o drzwi, a jedną ręką w kieszeni złapał za nożyk. Nieznośne dźwięki zmieniały się swoją częstotliwość.
-A nie wezwaliście księdza? Chyba on by bardziej pomógł.
Maria i Mareczek popatrzyli na niego zdziwienie.
-No, dobra, nie takie rzeczy się w życiu robiło. – zrobił krok do tytułu i zwalił się na drzwi. Zdziwił się, bo wpadł od razu do składzika. Pośrodku składzika, w świetle księżyca, które świeciło z małego okienka, stała postać w długiej czarnej sukni. Jej twarz była przeraźliwie blada, delikatnie zakryta czarną woalką.
-Co tutaj robisz? – syknęła dziwnym głosem. – Kim jesteś?
Pan Jerzy czuł, że powoli jego silne ciało powoli słabnie. To pewnie ta wiedźma musiała coś z nim zrobić. Nie mógł jednak tracić rezonu przed swoimi pracodawcami.
-Jerzy. Zatrudnili mi właściciele tego przybytku, abym porozmawiał o pani śpiewach.
-Te dwoje dzieciaków? Co nawet nie umieją porządnie otworzyć drzwi?
-Proszę pani, to nie jest tak, że nie umiemy. Jak Pani nie ma, to otwieramy normalnie. – tłumaczył się Marek za plecami Jerzego.
-Pani nas podgląda? – zapytała cicho Maria.
-Co mnie obchodzicie, po prostu rujnujecie mój spokój! Najlepiej jakbyście wynieśli się stąd jak najdalej — zachrypiała.
-Proszę, to może tak, niech Pani sobie robi, to co sobie robi. A w dzień będą użytkować tutaj Państwo. – pan Jerzy uważał, że ma zdolności dyplomatyczne.
-Nie! Doprowadzają mnie do szału- nagle ta hrabina ciemności rzuciła na Marię i Marka, ale Jerzy złapał ją . Była dziwnie wiotka. Jedną dłonią, którą miał wolną, grzebał w swojej kieszeni. Odepchnął ją na półki. Ta wpadła na nie. W mgnieniu oka wyciągnął sprey i ją popsikał.
-O nie, te czary na niedźwiedzie. – zaczęła kaszleć niemiłosiernie. Nagle zmieniła się w czarnego kruka i wyleciała przez małe okienku. Słyszeli, że krzyczy za nimi.
-Jeszcze tu wrócę.
-Nie mówił nam Pan, że jest łowcą demonów. – zdziwił się Marek. Ten głos. Wydało się panu Jerzemu, że zna go dobrze.
-Nie, jestem tylko ulicznym poszukiwaczem przygód. Pewnie zrobi, to co zapowiadała.
W składziku trzeba było jeszcze uporządkować regały i szafki, bo hrabina nieźle narozrabiała. Pan Jerzy pomagał układać ciężkie, średniowieczne pergaminy. Marek zamiatał kurz z podłogi. Maria na chwilę zniknęła w sklepie i przyniosła małą książeczkę.
-W ramach podziękowania może Panu się przydać…Chyba że woli Pan pieniądze?
-Nie, nie, córko. Bardzo dziękuję.
Początki nowej przygodu
W domu Pan Jerzy włożył swoje okulary do czytania i zaczął oglądać książeczkę. na okładce starodawnym gotyckim pismem napisano: ,,101 sposób na magiczne i fantastyczne sposoby na porost bujnej brody dla piratów i dżinów’’.
No, dobry prezent dla mnie, ruszajmy na przygody. – pomyślał pan Jerzy. Zza oknem zamiauczał kot, aby wpuścić go do domu.
Gdy pan Jerzy zaczytywał się w książce, a kot spał obok niego, mieszkańcy naszego miasta zasnęli twardym snem, tylko na niebie krążył zdenerwowany czarny kruk.


